wtorek, 16 listopada 2010

Urodzinowo

Otworzyłam Puderniczkę mniej więcej rok temu. Nie w każdym miesiącu intensywnie z niej korzystałam, ale i tak się cieszę, że ją mam!

wtorek, 31 sierpnia 2010

Rispekt, sista!



No dooobra, przyznaję się :) Takie właśnie jesteśmy, my - feministki. Zgnoić chłopa, uwiązać do zlewu w kuchni, przylać od niechcenia i zwyzywać od ZDZIRÓW. Ach, jak słodko być żoną w XXI wieku...

poniedziałek, 12 lipca 2010

Czy jestem prawdziwą feministką?

Dlaczego zadaję sobie to pytanie? Dzisiaj mija pierwszy miesiąc od mojego ślubu. Tak, popełniłam tę straszliwą zbrodnię i związałam się z wrogim podgatunkiem... I teraz boję się do tego przyznać. A może ten mój feminizm był tylko udawany? Bo byłam za brzydka, za głupia, nie miałam powodzenia itp., więc wolałam dawać ludziom jakieś bardziej intelektualne wytłumaczenie? A kiedy już zaciągnęłam jakiegoś naiwniaka do ołtarza, odkryłam swoje ja: jestem PRAWDZIWĄ KOBIETĄ! Kocham mężczyzn, chcę być żoną i tworzyć z kimś dom, jak więc mogę być FEMINISTKĄ? PRAWDZIWA FEMINISTKA, w przeciwieństwie do PRAWDZIWEJ KOBIETY, nigdy nie miała i nie będzie miała takich pragnień. Jedyne co mi w głowie to kariera, kariera, kariera, nienawiść do mężczyzn, lesbijskie upodobania i zapędy do "wyzwolenia" innych kobiet - czytaj: przymusowa praca, porzucenie dzieci, domu i męża na rzecz tej okropnej kariery na etacie... Tiaaa... To już może przestanę się zgrywać. Z wiatrakami nie zamierzam walczyć, niektóre stereotypy tkwią w umysłach innych kobiet tak głęboko, że nie ma sensu tracić energii. Smutne to, ale lepiej poświęcić siły na pracę u podstaw niż tłumaczyć, że nie jestem wielbłądem. Bo nie jestem. Jestem feministką, która wyszła za feministę. Tak, to zjawisko również występuje w przyrodzie :)

PS. Pozdrawiam wszystkie wyzwolone żony (niektóre z nich też mogą być feministkami)!

niedziela, 25 kwietnia 2010

O czym nie wiem, przed czym uciekam?

Portal Facet.wp.pl właśnie mnie uświadomił :-) Swoją drogą, jeśli mężczyźni są naprawdę tacy jak czytelnicy poniższego artykułu, to jak najbardziej chcę się wpisać w stereotyp. Mam ochotę krzyknąć: "Tak! Jestem prawdziwą _______ (wybierz właściwe: nieatrakcyjną, bez chłopa, wojującą, ziejącą nienawiścią i pogardą do "podgatunku", kastrującą) feministką i jestem z tego dumna!"

Ale na szczęście jest dla mnie ratunek. Moje wybawienie nadejdzie już niebawem, przy odgłosach marsza weselnego - wtedy w pełni zaakceptuję swą "kobiecą naturę" i w ciągu godziny stanę się "prawdziwą kobietą". Niektórzy pewnie nie mogą się już doczekać... :P

Tymczasem... Przeczytam sobie jeszcze raz o tym, czego sobie odmawiam wbrew mojej naturze i jak należy mnie uzdrawiać:

"Sposób na feministkę!

Choć może się to wydawać sprawą beznadziejną, po raz kolejny spróbujmy udowodnić feministkom, że każda z nich jest kobietą z całym dobrodziejstwem inwentarza i nie ucieknie od swojej natury.

A co za tym idzie, sprawiają jej przyjemność rzeczy nie mające ponoć nic wspólnego z równouprawnieniem.

5. Dźwiganie jej zakupów
O ile ona nie uprawia zawodowo podnoszenia ciężarów albo sportów walki, tradycyjna pomoc w noszeniu reklamówek i toreb jest czymś miłym i (potrzebnym) nawet dla najbardziej samodzielnej kobiety.

Nawet wojująca feministka w głębi duszy poczuje ulgę, gdy z jej rąk ubędzie kilka(naście) kilo ciężarów za sprawą „tragarza” (najlepiej przystojnego, choć nie przyzna tego nawet sama przed sobą).

Męska masa mięśniowa jest po prostu niezastąpiona! Zwłaszcza, że nie chodzi na wysokich obcasach.

4. Komplementy na temat jej wyglądu

Choćby miała stopień doktora habilitowanego i głośno mówiła, że najważniejsze jest niewidoczne dla oka i dlatego woli komplementy na temat swojej inteligencji czy poczucia humoru, nie daj się zwieść.

Nawet banalne „Masz piękne oczy” zawsze działa (choć jej reakcja może temu zaprzeczać).
Poza tym nie po to kobiety spędzają tyle godzin przed lustrem, by pozostało to niezauważone, a przynajmniej nieskomentowane (bo jak utrzymuje prasa kobieca faceci widzą tylko mocne makijaże).

3. Płacenie za nią w restauracji
Nawet pani prezes korporacji finansowej umawiająca się na kolację z biednym studenciną poczuje się mile połechtana, gdy facet rycersko zaproponuje pokrycie całości rachunku (inna sprawa gdzie jedli tę kolację… a jeśli w Ritzu?).

Taki gest w zupełności może zastąpić ciągłe prezenciki, które zresztą wszystkie razem wyszłyby i drożej, i mniej efektywnie.
Nawet jeśli ona utrzymuje, że nie liczy się dla niej grubość portfela, nie powie tego samego o Twojej szczodrości.

Zachowaj jednak czujność, jeśli ona zaczyna się z Tobą umawiać jedynie w porze obiadowej!

2. Podejmowanie (niektórych) decyzji

Choć niektórzy nienawidzą, kiedy ktoś podejmuje za nich decyzje, odsetek kobiet, które lubią, gdy myśli za nie ktoś inny, jest znacznie wyższy niż mężczyzn (pod warunkiem, że nie dotyczy to wyboru torebki).

Wybór restauracji, decyzje finansowe – męska głowa jest w tym niezastąpiona, choćbyś był jej Pierwszą Damą, a ona prezydentem USA (tylko nie wciskaj za nią sławnego czerwonego guzika).

1. Małżeństwo

„Nigdy nie wyjdę za mąż. Małżeństwo to więzienie” – tak, tak, z ust niektórych przedstawicielek płci pięknej można usłyszeć i takie kwestie.

I chyba wypowiadają je po to, by dorównać facetom, którzy jak wiadomo, o wiele wyżej cenią sobie kawalerski stan wolności.
Gdybyś jednak zyskał cudowną moc Mela Gibsona z „Czego pragną kobiety” zobaczyłbyś w jej myślach nieskończone projekcje jej samej w ślubnej sukni.

Zwróć również uwagę, że wystawanie wraz z Tobą przed witrynami jubilerskimi to niekoniecznie próba naciągnięcia Cię na kolejną parę kolczyków.
Dlatego jeśli uznałeś, że znudził Ci się kawalerski stan i pora na coś poważniejszego, nie wahaj się.

Żadna kobieta nie odprawi z kwitkiem ukochanego faceta klęczącego przed nią z zaręczynowym pierścionkiem w imię jakichś feministycznych bredni o małżeństwie!"

piątek, 16 kwietnia 2010

Wspomnienie

Portal Kobieta.wp.pl przypomina sylwetkę tragicznie zmarłej Izabeli Jarugi-Nowackiej. Pod artykułem znalazłam zdumiewająco dużo pozytywnych komentarzy i słów uznania dla działalności posłanki walczącej o prawa kobiet - wszystkich Polek, a nie tylko "sfrustrowanych babochłopów" za jakie uważa się powszechnie feministki. Dostrzegała nasze problemy i chciała z nimi walczyć; widziała, że miejsce i rola kobiet w polskim społeczeństwie wymagają zmian.

Będzie nam Jej brakowało, ale miejmy nadzieję, że ktoś zdecyduje się kontynuować Jej dzieło.

niedziela, 11 kwietnia 2010

Smutek w świecie kobiet

10 kwietnia 2010 roku to tragiczny dzień nie tylko dla państwa polskiego, ale również dla środowiska feministycznego. Kobiety znane - Pierwsza Dama, posłanki, senator, wicemarszałek Senatu, działaczka opozycyjna - oraz te całkiem anonimowe: funkcjonariuszka BOR, stewardessy, córki, matki, siostry, żony, przyjaciółki, wymienione na liście pasażerów jako osoby towarzyszące. Chociaż niektóre z nich nie nazwałyby siebie feministkami, z pewnością były silne, wyzwolone, oddane temu, co robiły na co dzień.

Oto one:
 Izabela Jaruga-Nowacka Posłanka na Sejm RP



Jolanta Szymanek-Deresz Posłanka na Sejm RP



Maria Kaczyńska Pierwsza Dama



Krystyna Bochenek Wicemarszałek Senatu RP



Anna Walentynowicz Działaczka Wolnych Związków Zawodowych



Aleksandra Natalii-Świat Posłanka na Sejm RP



Grażyna Gęsicka Posłanka na Sejm RP




Janina FETLIŃSKA Senator RP
Joanna AGACKA-INDECKA
Katarzyna DORACZYŃSKA
Barbara MAMIŃSKA
Janina NATUSIEWICZ-MIRER
Izabela TOMASZEWSKA
Bożena ŁOJEK-MAMONTOWICZ Prezes Polskiej Fundacji Katyńskiej
Bronisława ORAWIEC - LOFFLER
Katarzyna PISKORSKA
Teresa WALEWSKA – PRZYJAŁKOWSKA Fundacja "Golgota Wschodu"
Gabriela ZYCH
Ewa BĄKOWSKA
Anna Maria BOROWSKA
Agnieszka POGRÓDKA-WĘCŁAWEK Funkcjonariuszka Biura Ochrony Rządu
Barbara MACIEJCZYK Załoga samolotu
Natalia JANUSZKO Załoga samolotu
Justyna MONIUSZKO Załoga samolotu

zdjęcia pochodzą z tej strony

piątek, 19 marca 2010

Wiosenna burza mózgów

Wiosenna zagadka feministyczna:


Rozwiązanie znajdziecie tutaj! :-)

poniedziałek, 8 marca 2010

Kwiatek dla pani

Święto socjalistyczne czy nie... miło jest dostać kwiatka :-) Bez okazji, z okazji, codziennie, raz do roku, z serca, z konieczności... Panowie! Kwiatek to kwiatek: jest ładny, pachnie, wywołuje uśmiech na twarzy. Dajcie zarobić ulicznym kwiaciarkom i kwiaciarzom i podarujcie coś miłego swoim Paniom!

niedziela, 7 marca 2010

Warszawianka od jakiegoś czasu...

Mieszkam tu od kilku lat, dobrze się bawię na Manifach, jeśli nie mam innych obowiązków. W tym roku znowu mam i ochoczo pomaszerowałam do pracy, ale "uczciłam" siostrzany event i kupiłam sobie kwiatka w drodze do pracy :-) Teraz poluję na tegoroczny znaczek i wstawiam link z informacjami. Spokojnie, feministka to nie... (tu wstaw pierwsze lepsze negatywne skojarzenie) :-) Akurat mnie zeszłoroczny kryzys dotknął, więc "solidarna w kryzysie i walce" jestem.


XI WIELKA MANIFA Warszawska


pod hasłem:
SOLIDARNE W KRYZYSIE
SOLIDARNE W WALCE

7 MARCA 2010 (niedziela), godz. 12.00
start: Plac Defilad

POSTULATY XI WIELKIEJ MANIFY KOBIECEJ TO PODSUMOWANIE PROBLEMÓW, O KTÓRYCH MÓWIŁYŚMY PRZEZ OSTATNIE 10 LAT:

1. Opieka zdrowotna. Żądamy wypłacenia obiecanych pielęgniarkom podwyżek! Dość represjonowania działaczek związkowych i kryminalizacji strajków. Żądamy rozwiązań, które zapewnią godziwą opiekę nad osobami chorymi, starszymi i niepełnosprawnymi.

2. Opieka nad dziećmi. Żądamy przywrócenia sieci bezpłatnych państwowych żłobków i przedszkoli, szczególnie w mniejszych miejscowościach i wsiach oraz realizacji inicjatywy Związku Nauczycielstwa Polskiego.

3. Równość rodzicielska oraz równe obowiązki i prawa dla obojga rodziców w prawie pracy. Konieczne jest promowanie i wydłużanie urlopów ojcowskich, a także skuteczna egzekucja alimentów.

4. Nasze emerytury. Żądamy, żeby państwo odprowadzało składki emerytalne za czas urlopu macierzyńskiego i wychowawczego przedsiębiorczyń, stworzyło zabezpieczenia emerytalne dla wdów oraz gospodyń domowych. Konieczne jest także wyrównanie przyszłych emerytur kobiet i mężczyzn.

5. Żądamy wprowadzenia ustawy zakazującej omijających kodeks pracy praktyk zatrudnieniowych stosowanych przez firmy outsourcingowe. Dość umów śmieciowych!

6. Żądamy zaprzestania masowych zwolnień, obniżania i niewypłacania pensji pod pretekstem kryzysu. Premier mówi, ze kryzysu nie ma, pracodawcy weźcie to sobie do serca!

7. Żądamy stworzenia formalnych zabezpieczeń finansowych i prawa dziedziczenia dla par jednopłciowych.

8. Żądamy respektowania zakazu nielegalnych eksmisji, i stworzenia działającego systemu zabezpieczeń dla eksmitowanych. Oczekujemy rozwiązania dramatycznych problemów mieszkaniowych i wprowadzenia prawa do mieszkania na wzór francuski.

9. Żądamy prawnego przeciwdziałania przemocy ekonomicznej w rodzinie.

10. Nowoczesne rozwiązania antydyskryminacyjne. Żądamy dymisji Elżbiety Radziszewskiej i powołania kompetentnej Pełnomocniczki w drodze konkursu! Żądamy wprowadzenia parytetów w wyborach!

11. Pełnia praw reprodukcyjnych. Żądamy edukacji seksualnej opartej na faktach i refundacji nowoczesnej antykoncepcji. Żądamy prawa do decydowania o posiadaniu dzieci!

12. Leczenie niepłodności. Żądamy przyjęcia obywatelskiego projektu ustawy, który reguluje kwestie związane z dostępem do in vitro!

13. Żądamy respektowania świeckości państwa i zakazu finansowania przez państwo związków wyznaniowych.

14. Żądamy spełnienia postulatów dotyczących wyrównywania szans matek, przekazanych Rządowi przez Fundację MaMa. 

poniedziałek, 18 stycznia 2010

Czego Wenus musi się nauczyć a co Mars powinien sobie przypomnieć...

Opowieść o firmie szkoleniowej gdzieś w Warszawie. Ciekawe kursy, przystępne ceny, profesjonalna strona internetowa i kadra trenerska pewnie też. Niby fajnie, ale coś mi się jednak nie podoba.

Jest taki jeden kurs rozwoju kompetencji miękkich, chyba inspirowany książką Johna Graya Mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus. Nazywa się "TRENING SKUTECZNEJ KOMUNIKACJI, czyli kobiety i mężczyźni w biznesie" i ma za zadanie nauczyć kobiety i mężczyzn na kierowniczych stanowiskach efektywnego porozumiewania się ze sobą i kierowania zespołami złożonymi z płci przeciwnych. Uczestnicy (zakładam, że uczestniczki też...) poznają tajniki skutecznych negocjacji z płcią przeciwną, dostaną odpowiedzi na szereg pytań dotyczących różnic w rozumowaniu, zachowaniu, podejmowaniu decyzji, komunikowaniu się, rozwiązywaniu konfliktów, itp. Słowem, dzięki temu kursowi Marsjanie i Wenusjanki przestaną toczyć ze sobą wojny i zaczną żyć w harmonii świata biznesu :-) 

Temat na czasie, bo przecież od dawna wiadomo, że kobieta i facet to dwa różne światy. Facet nie myśli, tylko robi, a kobieta za dużo się zastanawia, zamiast skutecznie działać :-P Ale jak pójdą na taki kurs, to już będą wiedzieli co i jak mówić do przedstawicielek i przedstawicieli wrogich plemion, żeby odnieść sukces. W końcu to bardzo ważne jak się jest menedżerem grupy ludzi, których się nie rozumie, a którzy w dodatku nie rozumieją ciebie.

Mogłabym spojrzeć na ten kurs z przymrużeniem oka. Sprzedaje się to, co jest modne, a pseudopsychologiczne wywody są modne, więc ludzie się nimi interesują. Z feministycznego punktu widzenia to szkolenie może nie byłoby nawet takie złe.Wśród zagadnień programowych można zaleźć coś, co zapowiada się jak walka ze stereotypami:

Męskie i kobiece stereotypy zagrażające dobrej współpracy:
box_r.gifcechy mężczyzn - cechy kobiet;
box_r.gifzachowania charakterystyczne dla każdej z płci;
box_r.gifkobiety i mężczyźni w okowach norm społecznych;
box_r.gifstereotypy w osobistych doświadczeniach;
box_r.gifskutki działania stereotypów dla funkcjonowania zespołów i firm.

Wszystko pięknie, zwłaszcza te "okowy norm społecznych". Myślę sobie, że to może jakaś forma edukacji genderowej w biznesie czy coś... A tu rozczarowanie. Okazuje się, że firma szkoleniowa sama nie potrafi wyjść poza stereotypy. Wymieniając korzyści płynące z uczestnictwa w tym kursie firma nas informuje, że kursanci poznają odpowiedź na pytania:

 box_r.gifJaka wiedza i umiejętności potrzebne są kobiecie, aby skutecznie zarządzać zespołem, w którym przeważają mężczyźni?
 box_r.gifO czym powinien pamiętać mężczyzna, pracując w zespole składającym się z kobiet?

Czyli kobieta musi się NAUCZYĆ (bo tego nie wie), a mężczyzna powinien jedynie PAMIĘTAĆ (bo wiedział, ale zapomniał) co jest ważne w komunikacji z płcią przeciwną? Być może niektórzy uznają, że się czepiam. Być może osoba pisząca ten teks chciała uniknąć powtórzeń i dlatego użyła wymiennie słów wiedza i umiejętności oraz pamiętać. Ale... dla mnie jest to przejaw stereotypowego myślenia na temat płci i nauki.

Oto wszechwiedzący mężczyzna-menedżer, któremu zdarza się zapominać niektóre rzeczy. Wystarczy, że je sobie PRZYPOMNI i będzie dobrze. Ale kobieta-menedżer nie ma tak łatwo. Ona po prostu NIE WIE. Ona potrzebuje WIEDZY I UMIEJĘTNOŚCI. Ona musi się ich dopiero NAUCZYĆ (swoją drogą, jak się znalazła na kierowniczym stanowisku, skoro brakuje jej umiejętności zarządzania ludźmi?). Fakt, do tej pory raczej nie była na szczycie, tylko podążała za instynktem i głosem natury, tj. siedziała w domu i cerowała mężowi skarpetki. No ale skoro już się tam dostała, to nie ma lekko. Uczyć się, uczyć, i jeszcze raz uczyć! W końcu Marsjanie (czyt. mężczyźni), mają przywództwo we krwi. Powiedziałabym wręcz, że całą wiedzę wyssali z mlekiem matki :-) Ale to przecież nieprawda! Kobiety wiedzę dopiero muszą zdobywać. Przybywają z tej swojej Wenus do Polski, zapisują się na kurs i pilnie pracują nad sobą, jak wenusjańskie mróweczki... W końcu muszą udowodnić całemu światu, że są warte stanowiska!

No dobra, trochę odleciałam :-) Ale naprawdę warto się zastanowić nad stereotypami. Coś, co się wydaje naturalne, zgodne z tradycją i "takie jak powinno być" ma swoje drugie dno. Czasami wystarczy spytać, niby dlaczego to jest takie oczywiste - i wtedy oczywistym być przestaje :-)

wtorek, 12 stycznia 2010

"Baobab" czyli "Nic śmiesznego"

Był kiedyś taki serial komediowy w TVP1 - "Baobab czyli zielono mi". Opowiadał o pierwszym żeńskim oddziale w polskim wojsku. W ramach kontyngentu NATO do wojska zgłosiła się grupa ochotniczek. Według opisu www.filmweb.pl serial pokazywał jak "NATO-wskie wymogi dotyczące służby kobiet w szeregach armii w żaden sposób nie przystają jednak do polskiej rzeczywistości, co powoduje wiele zabawnych komplikacji." Ja nie oglądałam tego "przezabawnego" serialu, bo wydawał mi się nie tyle śmieszny, co żenujący. No i sam temat - dlaczego obecność kobiet w wojsku ma być śmieszna? Bo wojsko to taka męska sprawa? A jeśli baba WBREW NATURZE wkracza na męskie terytorium i "próbuje udawać faceta" to musi być śmiesznie? No bo nikt nie przyzna, że kobiety żołnierze to zjawisko naturalne... To tak jakby założyć chłopu fartuszek, zamknąć go w kuchni i kazać mu gotować obiad z trzech dań dla całej rodziny. Prawda, że śmieszne? I jakie nienaturalne!    

O serialu przypomniałam sobie kiedy znalazłam artykuł o gwałtach w amerykańskich bazach w Afganistanie i Iraku. Okazuje się, że kobietom w wojsku nie zawsze jest do śmiechu. Kobietom w wojsku grozi przemoc ze strony, z której się nie spodziewają.

Kobieta w wojsku jest bardziej narażona na to, że zostanie zgwałcona przez kolegę niż na to, że zginie w ogniu walki.

Dowódcy, a nawet Pentagon, próbują tuszować sprawę, bo to stawia w złym świetle amerykańskie misje i ich dzielnych żołnierzy. Do tego dochodzi bagatelizowanie problemu. Jedna z ofiar mówi:

Jesteś w samym środku strefy wojennej. Twój drobny problem jest niczym w porównaniu z miną-pułapką, która właśnie raniła trzech ludzi z konwoju.

Natrafiłam na komentarz próbujący tłumaczyć, a w rezultacie "usprawiedliwiający" to przestępstwo."Ania" napisała, że przecież kobiety jadące na misje wiedziały czego się spodziewać:

Zabrakło dziewczynom wyobraźni w odpowiednim momencie, czyli przed podjęciem decyzji o wyjeździe na misję. A wystarczyło trochę pomyśleć... Tabun młodych, zdrowych, wysportowanych mężczyzn, do tego często zestresowanych i...ileś tam równie młodych, wysportowanych, często atrakcyjnych dziewczyn. Mężczyzn pozbawionych seksu z przyczyn natury obiektywnej. Do tego w wolniejszej chwili często odstresowujących się alkoholem. Męskość daje o sobie znać, hamulce puszczają i gdzieś trzeba dać temu upust, bo organizm się dopomina... Mężczyźni są wzrokowcami i nie ma w tym ich winy, po prostu tak ich ukształtowała natura.. A tu na podorędziu kobiety i co z tego, że to nie ich kobiety, widzą je, pożądają...Wiadomo, że dla mężczyzny seks bardzo często jest rozładowaniem negatywnych emocji, zwłaszcza w sytuacji ciągłego napięcia, strachu (...).

A ja myślałam, że jadąc na misję "walki o wolność i demokrację" (czyli do pracy - bo wykonują swój zawód żołnierza) kobiety mogły się spodziewać elementarnych zasad jakie rządzą społeczeństwem - szacunku dla drugiego człowieka, poszanowania prawa do jego intymności i wolności. Dlaczego to takie oczywiste, że jeśli kobieta wchodzi w grupę mężczyzn, musi się liczyć z tym, że ją zgwałcą? Dlaczego od razu zakłada się, że kobieta powinna to PRZEWIDZIEĆ? Czy to znaczy, że kobieta nigdy nie jest bezpieczna w towarzystwie mężczyzn, bo wiadomo, że kobieta + mężczyźni = gwałt? Bo jak mężczyzna widzi kobietę, nie jest w stanie zapanować nad swoim popędem, ale to nie jego wina. On tylko patrzy i nabiera ochoty...

A gdyby spojrzeć (sic!) na to z drugiej strony? Mężczyzna w grupie kobiet. Ekipa sprzątająca biuro w godzinach nocnych: jeden mężczyzna i kilka kobiet. Nocny dyżur w szpitalu: pan doktor i kilkanaście pielęgniarek i stażystek (niech będzie stereotypowo). Jakoś nie słyszymy o takich o przypadkach molestowania. Nie przestrzega się mężczyzn przed podjęciem pracy w takich warunkach. Nikt nie mówi, żeby uważali na kobiety. Nikt nie wyobraża sobie stada napalonych bab rzucających się na biednego mężczyznę, zrywających z niego ubranie, przytrzymujących mu ręce i nogi i gwałcących po kilka razy... A jeśli już ktoś o tym myśli, to w kontekście zabaw seksualnych - taka mała niespełniona (na pewno?) fantazja o wyzwolonych kobietach (swoją drogą podejście do strefy seksualnej kobiet i mężczyzn oraz ich "naturalnych" ról także wymaga jakiejś analizy...).   

W przypadku gwałtów w wojsku znowu przeważa pogląd, że ofiara SAMA TEGO CHCIAŁA, BO PO CO SIĘ PCHAŁA. Oczywiście autorka komentarza tego nie przyznaje. Oczywiście to wina mężczyzn, ALE kobiety nie powinny się same narażać... A jak szuka przygód, to niech potem nie narzeka (albo jeszcze chce odszkodowanie wyłudzić). Więc i tak wychodzi na to samo. I takich głosów jest niestety zbyt wiele... Takie wariacje na temat: BO MIAŁA ZA KRÓTKĄ SPÓDNICZKĘ, BO GO PROWOKOWAŁA, a może nawet JAK MOŻNA ZGWAŁCIĆ PROSTYTUTKĘ? Bo gwałt zawsze może być usprawiedliwiony (mężczyźni to wzrokowcy, są z Marsa i lubią seks), bo zawsze jest "naturalny" (mężczyźni to wzrokowcy, są z Marsa i lubią seks), bo zawsze można go przewidzieć (mężczyźni to wzrokowcy, są z Marsa i lubią seks), a tak naprawdę gwałt to nie gwałt, tylko sposób na rozładowanie emocji (mężczyźni to zestresowani wzrokowcy, są z Marsa i lubią seks)...