wtorek, 12 stycznia 2010

"Baobab" czyli "Nic śmiesznego"

Był kiedyś taki serial komediowy w TVP1 - "Baobab czyli zielono mi". Opowiadał o pierwszym żeńskim oddziale w polskim wojsku. W ramach kontyngentu NATO do wojska zgłosiła się grupa ochotniczek. Według opisu www.filmweb.pl serial pokazywał jak "NATO-wskie wymogi dotyczące służby kobiet w szeregach armii w żaden sposób nie przystają jednak do polskiej rzeczywistości, co powoduje wiele zabawnych komplikacji." Ja nie oglądałam tego "przezabawnego" serialu, bo wydawał mi się nie tyle śmieszny, co żenujący. No i sam temat - dlaczego obecność kobiet w wojsku ma być śmieszna? Bo wojsko to taka męska sprawa? A jeśli baba WBREW NATURZE wkracza na męskie terytorium i "próbuje udawać faceta" to musi być śmiesznie? No bo nikt nie przyzna, że kobiety żołnierze to zjawisko naturalne... To tak jakby założyć chłopu fartuszek, zamknąć go w kuchni i kazać mu gotować obiad z trzech dań dla całej rodziny. Prawda, że śmieszne? I jakie nienaturalne!    

O serialu przypomniałam sobie kiedy znalazłam artykuł o gwałtach w amerykańskich bazach w Afganistanie i Iraku. Okazuje się, że kobietom w wojsku nie zawsze jest do śmiechu. Kobietom w wojsku grozi przemoc ze strony, z której się nie spodziewają.

Kobieta w wojsku jest bardziej narażona na to, że zostanie zgwałcona przez kolegę niż na to, że zginie w ogniu walki.

Dowódcy, a nawet Pentagon, próbują tuszować sprawę, bo to stawia w złym świetle amerykańskie misje i ich dzielnych żołnierzy. Do tego dochodzi bagatelizowanie problemu. Jedna z ofiar mówi:

Jesteś w samym środku strefy wojennej. Twój drobny problem jest niczym w porównaniu z miną-pułapką, która właśnie raniła trzech ludzi z konwoju.

Natrafiłam na komentarz próbujący tłumaczyć, a w rezultacie "usprawiedliwiający" to przestępstwo."Ania" napisała, że przecież kobiety jadące na misje wiedziały czego się spodziewać:

Zabrakło dziewczynom wyobraźni w odpowiednim momencie, czyli przed podjęciem decyzji o wyjeździe na misję. A wystarczyło trochę pomyśleć... Tabun młodych, zdrowych, wysportowanych mężczyzn, do tego często zestresowanych i...ileś tam równie młodych, wysportowanych, często atrakcyjnych dziewczyn. Mężczyzn pozbawionych seksu z przyczyn natury obiektywnej. Do tego w wolniejszej chwili często odstresowujących się alkoholem. Męskość daje o sobie znać, hamulce puszczają i gdzieś trzeba dać temu upust, bo organizm się dopomina... Mężczyźni są wzrokowcami i nie ma w tym ich winy, po prostu tak ich ukształtowała natura.. A tu na podorędziu kobiety i co z tego, że to nie ich kobiety, widzą je, pożądają...Wiadomo, że dla mężczyzny seks bardzo często jest rozładowaniem negatywnych emocji, zwłaszcza w sytuacji ciągłego napięcia, strachu (...).

A ja myślałam, że jadąc na misję "walki o wolność i demokrację" (czyli do pracy - bo wykonują swój zawód żołnierza) kobiety mogły się spodziewać elementarnych zasad jakie rządzą społeczeństwem - szacunku dla drugiego człowieka, poszanowania prawa do jego intymności i wolności. Dlaczego to takie oczywiste, że jeśli kobieta wchodzi w grupę mężczyzn, musi się liczyć z tym, że ją zgwałcą? Dlaczego od razu zakłada się, że kobieta powinna to PRZEWIDZIEĆ? Czy to znaczy, że kobieta nigdy nie jest bezpieczna w towarzystwie mężczyzn, bo wiadomo, że kobieta + mężczyźni = gwałt? Bo jak mężczyzna widzi kobietę, nie jest w stanie zapanować nad swoim popędem, ale to nie jego wina. On tylko patrzy i nabiera ochoty...

A gdyby spojrzeć (sic!) na to z drugiej strony? Mężczyzna w grupie kobiet. Ekipa sprzątająca biuro w godzinach nocnych: jeden mężczyzna i kilka kobiet. Nocny dyżur w szpitalu: pan doktor i kilkanaście pielęgniarek i stażystek (niech będzie stereotypowo). Jakoś nie słyszymy o takich o przypadkach molestowania. Nie przestrzega się mężczyzn przed podjęciem pracy w takich warunkach. Nikt nie mówi, żeby uważali na kobiety. Nikt nie wyobraża sobie stada napalonych bab rzucających się na biednego mężczyznę, zrywających z niego ubranie, przytrzymujących mu ręce i nogi i gwałcących po kilka razy... A jeśli już ktoś o tym myśli, to w kontekście zabaw seksualnych - taka mała niespełniona (na pewno?) fantazja o wyzwolonych kobietach (swoją drogą podejście do strefy seksualnej kobiet i mężczyzn oraz ich "naturalnych" ról także wymaga jakiejś analizy...).   

W przypadku gwałtów w wojsku znowu przeważa pogląd, że ofiara SAMA TEGO CHCIAŁA, BO PO CO SIĘ PCHAŁA. Oczywiście autorka komentarza tego nie przyznaje. Oczywiście to wina mężczyzn, ALE kobiety nie powinny się same narażać... A jak szuka przygód, to niech potem nie narzeka (albo jeszcze chce odszkodowanie wyłudzić). Więc i tak wychodzi na to samo. I takich głosów jest niestety zbyt wiele... Takie wariacje na temat: BO MIAŁA ZA KRÓTKĄ SPÓDNICZKĘ, BO GO PROWOKOWAŁA, a może nawet JAK MOŻNA ZGWAŁCIĆ PROSTYTUTKĘ? Bo gwałt zawsze może być usprawiedliwiony (mężczyźni to wzrokowcy, są z Marsa i lubią seks), bo zawsze jest "naturalny" (mężczyźni to wzrokowcy, są z Marsa i lubią seks), bo zawsze można go przewidzieć (mężczyźni to wzrokowcy, są z Marsa i lubią seks), a tak naprawdę gwałt to nie gwałt, tylko sposób na rozładowanie emocji (mężczyźni to zestresowani wzrokowcy, są z Marsa i lubią seks)...

0 komentarze:

Prześlij komentarz