poniedziałek, 7 grudnia 2009

Przychodzi baba do lekarza…

…ginekologa. Przynajmniej powinna. W ramach walki z przemocą wobec kobiet temat zdrowia - tematy pozornie niezwiązane, a jednak... Dawno już minął październik, miesiąc walki z rakiem piersi, miesiąc wielkiej kampanii społecznej na rzecz informowania i zachęcania Polek do odwiedzania gabinetów ginekologicznych. Nie zamierzam pisać o tragicznej sytuacji, w jakiej znajdują się kobiety w Polsce – brak dostępu do wykwalifikowanych lekarzy i nowoczesnego sprzętu; brak świadomości, że TRZEBA się badać, bo rak wcześnie wykryty, to rak prawdopodobnie wyleczony; brak nawyku u matek, żeby zabierały swoje córki ze sobą do ginekologa i przekonywały do pierwszej wizyty.

Październik się skończył, akcja ucichła, wszystko wraca do „normy”. A ja oglądałam jakiś czas temu program TVN „Rozmowy w toku” Ewy Drzyzgi. Tytuł odcinka: „Jak bronić się przed ginekologiem rzeźnikiem?” To mrożące krew w żyłach ostrzeżenie działa na wyobraźnię. Co tam się wyprawia w tych gabinetach? Piły łańcuchowe, krew, pacjentki przywiązanie skórzanymi paskami do fotela, wycinanie narządów bez znieczulenia, ból nie do zniesienia i przeraźliwy krzyk… Nie. To raczej opis jakiegoś horroru klasy D.

Program tak naprawdę dotyczył braku profesjonalizmu ze strony lekarzy, szacunku dla pacjentek i molestowania seksualnego. Młoda dziewczyna była poddawana bardzo bolesnym badaniom. Najpierw lekarz nie chciał wierzyć, że nadal jest dziewicą (bo miała „już” 23 lata i miała chłopaka…), potem żartem chciał ją przekonać, żeby rozpoczęła współżycie – bo jest „fajne”… A potem przystąpił do badania, które okazało się bardzo bolesne. I chociaż płakała z bólu, lekarz nie przestawał. Następny, do którego się udała, potrafił jednak zbadać ją tak, że nie musiała się wić z bólu. Przy okazji stwierdził też, że ten poprzedni pozbawił ją błony dziewiczej. Inna pani ginekolog także przeprowadzała badania w ten sposób, że krzyki biednej dziewczyny słyszały na korytarzu inne pacjentki, za co została nazwana przez panią doktor histeryczką. Zaskakujące, że nawet kobieta ginekolog poddaje w wątpliwość odczucia pacjentki. W końcu ona sama powinna wiedzieć, jak to jest. Więc się mści, czy tylko nie ma w niej współczucia?

Następnie wystąpiła dziewczyna, która zdążyła już odwiedzić kilkunastu lekarzy, głównie mężczyzn. Jeden dla rozładowana atmosfery klepnął ją w pośladek, kiedy szła na fotel. Po skończeniu badania narządów rodnych kazał jej pozostać na fotelu i rozebrać się od góry. Mimo jej protestów nie pozwolił jej zejść i „dokonał” badania – siedziała naga na fotelu ginekologicznym a on „macał” jej piersi. Zdarzył się też taki, który do badania nie włożył rękawiczek. I taki, który skomentował jej „fryzurkę” na dole. Podczas badania rzucił mimochodem, że „panie sobie golą a panowie zapuszczają”. Jak to się miało do tego, na czym akurat powinien był się skupiać w danym momencie?

Na koniec weszła do studia dosyć otyła dziewczyna, która dzięki swojemu pierwszemu lekarzowi nigdy więcej do ginekologa już nie poszła. Podczas badania w pokoju przebywała młoda stażystka, co nie było zbyt komfortowe dla tej dziewczyny. Jednak stażystka w gabinecie pozostała. Po skończonym badaniu lekarz robił zapiski i nie raczył nawet poinformować pacjentki o wyniku, a wręcz był zły, kiedy ona „ośmieliła się” mu przerwać. Na pytanie o antykoncepcję hormonalną usłyszała, że w jej wypadku to wykluczone, bo na takie sadło żadna pigułka nie zadziała. Dziewczyna nic nie odpowiedziała, za to postanowiła, że aby się nie narażać na podobne traktowanie, do żadnego ginekologa już nie pójdzie.

Słuchałam wypowiedzi tych pokrzywdzonych pacjentek i nie mogłam zrozumieć, dlaczego one sobie na to pozwalały. Nie czuły się komfortowo, ale albo nic nie mówiły, albo protestowały na tyle słabo, że dały się zmusić do rzeczy, na które nie miały ochoty. Jakoś to zniosły, ale nie złożyły żadnej skargi; nawet nie powiedziały tym lekarzom co o nich i ich „metodach pracy” myślą w danej chwili. Jedyne, co zrobiły, to po prostu do tych lekarzy już nie wróciły. Czy to jest kwestia wychowania? Dziewczynki mają być posłuszne i słuchać autorytetów? A w tym przypadku tym autorytetem jest  lekarz – najczęściej pan, który swoje stanowisko i mit ważności wykorzystuje.  Więc nawet jeśli wykracza poza swoje obowiązki i pozwala sobie na chamskie i seksistowskie zachowanie, dziewczyny nie są w stanie mu się sprzeciwić. Dlaczego one nie uznały za normalne po prostu się ubrać i wyjść w trakcie? Powiedzieć zdecydowanie, że czynności lekarza są bolesne i przerwać je, a nie cicho płakać i dać się nazywać histeryczkami? Dlaczego nie kwestionowały rozbierania się do naga do badania samych piersi a nie całego ciała, w dodatku na fotelu ginekologicznym?
  
Za to czytając komentarze pod opisem programu można dojść do wniosku, że te kobiety są same sobie winne. Mężczyzn cechuje ciekawość (a może i kompleksy?), dlaczego kobieta wybiera lekarza mężczyznę. I sami sobie odpowiadają – widocznie lubią, „jak im facet tam pogmera”… No tak… Nie od dziś wiadomo, że mężczyźni to ograniczeni jaskiniowcy, więc można się tylko uśmiechnąć z politowaniem na takie komentarze. Natomiast wpowiedzi kobiet są bardzo skrajne i, szczerze mówiąc, dla mnie szokujące.  Bo wypowiadają się same kobiety – o innych kobietach i przecież powinny rozumieć ich odczucia. Ale one nawet nie próbują. Zamiast tego ich reakcje przypominają ocenę gwałtu – potępienie jest dla tych, co „się o to proszą” a poparcie dla tych, którzy się dopuszczają uchybień. Metoda na zwalczanie rywalek?   

Jestem atrakcyjną 50 latką, w młodości byłam jeszcze bardziej atrakcyjną kobietą i nie spotkałam LEKARZA GINEKOLOGA wulgarnego, wręcz przeciwnie byli to lekarze którzy traktowali mnie jak pacjentkę i dziwię się tym kobietą w dodatku nie zbyt atrakcyjnym, żeby lekarz jakikolwiek tak je traktował.  Wstyd mi jako kobiecie, że można obrażać na każdym kroku lekarzy. Ja się nigdy nie spotkałam ze złym traktowaniem przez ginekologa czy innych specjalistów.
~Lilianna z Pruszcza

Takiej Lilianie po prostu nie przyjdzie do głowy, że jeżeli ona czegoś nie doświadczyła, to nie znaczy, że innym też się to nie zdarza. Ale niestety to częste zjawisko – przepraszanie (mężczyzn) „w imieniu” wszystkich kobiet za to, że któraś ośmiela się skrytykować, zanegować czy zbuntować przeciwko uznanym społecznie normom. W tym przypadku: podważanie autorytetu lekarza i wyśmiewanie poszkodowanych. Liliana wątpi w prawdziwość zdarzeń również dlatego, że kobiety (według niej) nieatrakcyjne nie mogłyby być molestowane. Czyli jeżeli były, to same musiały sprowokować, czyż nie? Przepraszamy pana doktora, to jakaś głupia gęś, sama nie wie co mówi, ale już my jej pokażemy, gdzie jej miejsce. My – kobiety porządne, miłe, ułożone. I będzie jak zawsze, niech się panowie nie martwią: lekarz – mądry pan, pacjentka – histeryczka. Dziewiętnasty wiek się kłania…

Skrytykować i obwinić pacjentki można też na sposób „mądrość ludowa” (pisownia oryginalna):

każdy chłop to chłop ,nie zależnie czy ginekolog ,czy spawacz  Ja się dziwię ,że chodzicie do chłopów i potem wynikają takie historie jak w tym programie,
ja chodzę do kobiety i bardzo sobie chwalę moją Panią dr
Do faceta nie pójdę , kobieta na pewno rozumie co znaczy ból miesiączkowy,porodowy,czy zaburzenia hormonalne w trakcie menopauzy,a facet?mam wrażenie,ze każdy na swój sposób patrzy na kobietę jak na KOBIETE ,a nie bezosobową postać -pacjenta.
Mam jeszcze pytanie po co Wy tak często latacie do tych ginekologów?
a np.żołądki,wątroby,jelita ,trzustki oraz płuca też tak często badacie w celu profilaktyki?
wszak te narządy również są zagrożone różnymi schorzeniami
Kiedyś pracowałam na oddziale z którego wyleciało 2 studentów,byli na stażu 5 roku na ginekologii,
wieczorem postanowili się zabawić i "pomacać sobie laski"
zawołali kilka dziewczyn do badania,
mieli pecha gdyż,sprawa się wydała i chłopcy zostali zawieszeni
Ja zdecydowanie wolę kobietę ginekologa
 ~cassidy , 09.10.2009 15:25

Czyli znowu same sobie winne – po co lezą do chłopa? Wiadomo, że chłop to nie lekarz tylko chłop. Jak wybierają chłopa, to niech się potem nie dziwią. I po drugie – po co tak często? W domyśle: pewnie to lubią, bo żadna normalna baba tak często się „tam” nie bada, bo nie ma powodu… Z tym aż trudno polemizować.  Nie dziwą statystki umieralności Polek na raka piersi, jajników, szyjki macicy kiedy się czyta takie komentarze. Nie dziwi miejsce Polski w skutecznym wykrywaniu i leczeniu tych chorób. Nie dziwi nic…

Na koniec osobista refleksja. Może ja jestem dziwna, ale mnie nigdy nie przyszło do głowy, że mój lekarz badając mnie palcami może mnie molestować. Mój lekarz zawsze zostaje w swojej części gabinetu kiedy ja się rozbieram i pyta, czy jestem gotowa; zawsze wkłada do badania rękawiczki; zawsze potem pomaga mi wstać z fotela i wychodzi, żebym mogła się bez skrępowania ubrać „na dole” i zdjąć górę do następnego badania. Dla mnie to normalne, że akurat TO badanie przebiega właśnie w ten sposób. Ale może dlatego, że to naprawdę zawsze JEST badanie, wykonane przez lekarza, który zawsze stawia mi diagnozę.

Wiadomo, że badania ginekologiczne nie należą do najprzyjemniejszych, ale na wszystko przychodzi czas. I mój lekarz to rozumie, bo nigdy mnie do niczego nie zmuszał. Byłam mu wdzięczna, że na początku nie używał innych narzędzi. Za to i tak miałam wykonany komplet badań – w momencie najbardziej dla mnie odpowiednim, kiedy nic nie bolało bardziej niż musiało (mówię tu o USG i cytologii, które wymagają użycia specjalistycznego sprzętu). Dzięki temu badam się regularnie i nie uciekam z krzykiem na dźwięk słowa „ginekolog”. Wiem, że jestem zdrowa i mogę być dumna z tego, że jestem odpowiedzialna i dbam o siebie. Państwo też powinno być ze mnie dumne – sama opłacam swojego lekarza i nie narażam państwa na kosztowne leczenie z powodu zaniedbania. Przez to może przeznaczyć te środki na „leczenie dzieci” – kolejny argument dla kobiet, żeby się regularnie badać i wykrywać choroby na tyle wcześnie, żeby ich leczenie nie kosztowało państwa zbyt wiele… Ale nie o tym dzisiaj było.

0 komentarze:

Prześlij komentarz