piątek, 27 listopada 2009
Siostrzana asertywność poszukiwana!
O tegorocznych wydarzeniach i kampaniach w ramach akcji Powiedz STOP Przemocy! Feminoteka informuje tutaj.
środa, 25 listopada 2009
Międzynarodowy Dzień Przeciwko Przemocy Wobec Kobiet
Parę dni temu poznałam prezeskę Stowarzyszenia Kobiet Bieszczadzkich "Nasza Szansa". Chciałam napisać o niej i jej działalności jako dyrektorki w Specjalistycznym Ośrodku Wsparcia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie SOS w Lesku. Dzisiejszy "przypominacz" o trudnej sytuacji kobiet to świetna okazja na wprowadzenie do tematu.
Na początek kwiatek uznania dla Joanny Szurlej. Tak trzymać Siostro! Jesteś silna i wielka, chociaż wcale nie wyglądasz jak babochłop ;-)
(ciąg dalszy nastąpi...)
piątek, 13 listopada 2009
Oburzenie z opóźnieniem
środa, 11 listopada 2009
Rozkosz - wynalazek diabelski i uniwersalny
(Świat Książki, Warszawa 2009)
Wydawnictwo poszło w modnym ostatnio kierunku i daje czytelnikom do wyboru dwie okładki. Moja książka to pani w gorsecie. Co prawda nie miałam na to wpływu, bo to był prezent od K, ale chyba nawet bardziej mi się podoba. Hmm... czy to o czymś świadczy? Tzn o mnie i moich... jak by to ująć... upodobaniach... :-)
Ale wracając do meritum (teraz będzie mądrze) - książkę nadal można kupić, np. w empik.com. A dlaczego warto? Bo to temat ciekawy i nadal niewyczerpany - kobiety i ich seksualność. Czy kobieta może lubić seks? Czy kobieta, która lubi seks jest nimfomanką, seksoholiczką, "niekobiecą" kobietą? A jak to było kiedyś? Czy kobieta mogła lubić seks? Czy kobieta, która lubiła seks, była nimfomanką, seksoholiczką, "niekobiecą" kobietą? I najważniejsze pytanie: Jak TO robiła? (jeśli lubiła...) To chyba nadal temat kontrowersyjny, skoro powstają takie książki - opisujące kobiety, które nie chciały "zamykać oczu i myśleć o Anglii" (jak to mawiała klasyczka). One nie tylko czerpały radość i przyjemność z seksu, ale też aktywnie poszukiwały najlepszych kochanków. Takie trochę ówczesne "lejdis", ale nie chcemy tego przyznać. Dla nas, współczesnych, to nadal kobiety niepospolite, niezależne, czasem występne - niekoniecznie widziane w pozytywnym świetle, bo nie takie jak reszta. Nie: uległe, tradycyjne, rodzinne, opiekuńcze, bierne. Egoistyczne? W poszukiwaniu spełnienia?One rozumiały, że "pogoń za rozkoszą to oś, wokół której toczy się historia ludzkości". Spójrzmy zatem przez dziurkę od klucza do sypialni - tak tradycyjnie. I jeszcze ukryjmy się w krzakach, za drzewem w ogrodzie, pod stołem... Wszędzie tam, gdzie kobiety "odpływały z rozkoszy" :-)
Książka to galeria "21 niepospolitych kobiet, a wśród nich: królowa Anglii Elżbieta I, caryca Katarzyna Wielka, George Sand, Mata Hari, Isadora Duncan, Virginia Woolf, Anais Nin, Josephine Baker, Edith Piaf i Janis Joplin, które żyły dzięki - i dla - rozkoszy. Wszystkie miały bardzo wyrazistą osobowość - potrafiły przeciwstawić się zwyczajom i konwenansom panującym w ich epoce. Książka ta prezentuje obyczaje i nawyki kobiet żyjących w różnych epokach, poszukujących własnego miejsca w świecie, prowadzących barwne, pełne wyzwań życie, które pragnęły i umiały być sobą."
I tylko jeszcze o małej-wielkiej nieścisłości, którą znalazłam. I z którą się nie zgadzam. Autorka twierdzi, że młodziutka, niespełna dwudziestoletnia Anais Nin wyszła za Hugh Guilera bez miłości. Czekając dwa lata na skonsumowanie małżeństwa, cierpliwy mąż liczył na to, że "dziewczyna da wyraz swoim prawdziwym uczuciom". To prawda, że Anais odczuwała lęk przed rozpoczęciem współżycia (związany z jej wychowaniem, nadwrażliwością, brakiem przygotowania do dorosłego życia). Ale ich problemy małżeńskie miały swe źródło również w psychice Hugh. On nie naciskał na Anais, ale sam też się tego obawiał i nie był pewny swoich odczuć (wpłynął na to też pewien "prawie-homoseksualny" incydent z wczesnej młodości, kiedy to został przyłapany przez matkę ze swoim kuzynem i surowo za to ukarany). A co do małżeństwa bez miłośći - Anais faktycznie rozważała taką mozliwość. Zastanawiała się nad poślubieniem bogatego Kubańczyka, który byłby w stanie utrzymać także jej matkę i młodszych braci. Ale ostatecznie zwyciężyła wielka, młodzieńcza miłość do Hugh, która - pomimo niekonwencjonalnej natury ich związku - trwała do końca. I przy okazji polecam lekturę Dziennika Anais Nin, także pierwszych tomów - od wczesnej młodości.
niedziela, 8 listopada 2009
"Podziemne państwo kobiet" - problem, którego nie ma?
piątek, 6 listopada 2009
Freud i kobiety
wtorek, 3 listopada 2009
Kulturowe stereotypy – feministka w oczach „normalnych” mężczyzn i kobiet
Traktor czy kopalnia? Gdzie jest miejsce współczesnej kobiety? Hasło „Kobiety na traktory” kiedyś propagowało udział kobiet w życiu gospodarczym (jakkolwiek przesiąknięte socjalizmem by nie było – działało!). „Kobiety do kopalni” wyraża dzisiaj pogardę dla dążeń kobiet do uczestniczenia w życiu społecznym i ekonomicznym. Na racjonalne argumenty, że kobiety wykształcone tak samo jak mężczyźni (albo lepiej) zajmujące te same stanowiska, zarabiają mniej i mają problem z dostaniem pracy lub awansem, lub po prostu są dyskryminowane w niektórych dziedzinach, jest jeden kontrargument – niech idą do kopalni, kopania rowów, do armii i wtedy zobaczymy kto jest silniejszy.
Problem w tym, że „walka płci” nigdy nie polegała na udowadnianiu sobie nawzajem siły. Tak naprawdę to walka ze stereotypami. Chociaż często przypomina walkę z wiatrakami. Zastanawiające jest, że do tak zwanych „normalnych” kobiet i mężczyzn (czytaj: nie-feministek i przeciwników feminizmu) słowo „stereotyp”, tym bardziej „kulturowy”, nie istnieje. Nie przekonuje tłumaczenie, że to nie natura tak stworzyła obie płcie i rozdzieliła władzę, a właśnie kultura, w której żyjemy. Patriarchat to wymysł społeczeństwa, a nie naturalny podział ról. Uformowanie konceptu męskości i kobiecości wtłoczyło obie płcie w stereotypy: „męski” mężczyzna jest silny i władczy, a „kobieca” kobieta – uległa i poddańcza. Tym, którzy się z tym podziałem nie zgadzają, zarzuca się bunt przeciw naturze.
Za ilustrację niech posłużą wypowiedzi na forum pod artykułem napisanym przez przemęczoną pracującą młodą matkę, na którą spadła i opieka nad dzieckiem i prowadzenie domu, a mąż nie robi praktycznie nic: http://wiadomosci.onet.pl/waszymzdaniem/32514,98,artykul.html. Trudno stwierdzić, kto napisał tę i pozostałe wypowiedzi. Niektóre forumowiczki przewidują, że pod nikiem Gel kryje się mężczyzna udający kobietę, ale tak naprawdę to obie płcie mają w Polsce podobne poglądy (pisownia oryginalna, dodałam polskie znaki):
Kobiety cały czas próbują udowadniać, że są takie same jak mężczyźni. A na pierwszy rzut oka widać, ze to nieprawda! Kobieta spełnia określone funkcje przy opiece nad dzieckiem i mężczyzną. Każdy swoją, każdy inną. Każdy równie niezbędną. Nie próbujmy udowadniać, że mężczyzna też może być dobrą matką, bo to chore. Jeśli ktoś nie rozumie, jak autorka postu, ze dziecko to koniec beztroski a początek bardzo poważnych obowiązków, znaczy, ze nie dorósł i nie powinien decydować się jeszcze na dziecko. Widać jasno i wyraźnie, że dziewczyna sobie nie radzi a o wychowaniu dzieci nie ma zielonego pojęcia.
Dlaczego tak trudno jest zrozumieć, że feministki dostrzegły, że to wychowanie a nie natura jest przyczyną nierównego traktowania obu płci? I że przede wszystkim dostrzegły to nierówne traktowanie i nie chcą się na nie zgodzić. Feministki nie buntują się przeciw naturze. One buntują się przeciw dyskryminacji kobiet ze względu na płeć. Buntują się, że przywileje związane z władzą zarezerwowano dla mężczyzn, a kobiety zredukowano do roli matki, kucharki, sprzątaczki i seksualnej niewolnicy. To pogląd bardzo skrajny, ale nierzadko trafny. Błędem jest natomiast twierdzenie, że feministki nienawidzą kobiet i doszukują się w każdym związku dominacji „pana i władcy” nad zniewoloną i wykorzystywaną służącą. Feministki zaczęły zadawać pytania: dlaczego prace domowe mają być zarezerwowane tylko dla kobiet, dlaczego mężczyzna nie może (albo nie chce) pozmywać po obiedzie, który ugotowała kobieta, dlaczego mężczyzna ma tylko „pomagać” w obowiązkach nad dzieckiem a nie dzielić je ze swoją żoną, dlaczego kobieta polityk nie jest „kobieca”… Liczba tych pytań zwiększała się wraz z rozwojem cywilizacyjnym i zmianą obyczajów. Niektóre społeczeństwa dorosły i do tych pytań i do odpowiedzi na nie, a co za tym idzie – do zmian; inne, jak np. polskie – nie.
Wspomniana/wspomniany Gel pisze:
Mentalnie to ja chcę pozostać kobietą. I chcę żeby mężczyźni zostali mężczyznami. To ty chyba nie rozumiesz o czym mówisz. Bo to o czym mówisz juz widziałam [system partnerski]. Panuje taki system w Szwecji i Norwegii. I muszę ci powiedzieć, ze to jakaś masakra poprostu. Kobiety kierowcy autobusów, operatorki koparek, elektrycy, dekarze, blacharze, tachają ciężary... A faceci??? W piaskownicy na spacerku z trójeczką dzieciaczków... Chore!!!!!!!!!!!! Nawet głosiki na bardziej piskliwe zaczęły się panom zmieniać... U mnie panuje i panować będzie tradycyjny model rodziny. Możesz to nazwać czym chcesz, nawet średniowieczem, ale jak świat światem człowiek nic lepszego nie wymyślił.
Wiele Polek i Polaków nadal nie rozumie, że przecież nikt nie kwestionuje różnic w budowie ciała, wytrzymałości czy siły. Nikt nie każe mężczyznom rodzic dzieci i karmić piersią. Nikt nie odbiera im łopaty z ręki i wciska na siłę filigranowej kobiecie – w imię równouprawnienia. „Wojujące feministki” nie chcą szkodzić kobietom i odzierać je z ich kobiecości, a mężczyzn z męskości. One po prostu chcą przedefiniować oba koncepty. Chcą dać kobietom prawo wyboru. Chcą obalić mit „tradycyjnego” modelu rodziny, „tradycyjnego” podziału ról, „tradycyjnego” wychowania . Natomiast jeżeli w XXI wieku rzecznik praw obywatelskich twierdzi, że feministki nie lubią kobiet i im szkodzą, bo same są sfrustrowane i nie potrafią się odnaleźć w „przypisanych” im rolach, to znak, że polskie społeczeństwo czeka jeszcze długa droga do równouprawnienia.
Czytając fora dyskusyjne czy słuchając wypowiedzi kobiet w różnym wieku, dochodzę do smutnych wniosków. Bycie feministką nie jest powodem do dumy. Jest niebezpieczne. Za wszelką cenę trzeba się odciąć od tych „durnych”, „sfrustrowanych”, „niegolących nóg”, „kastrujących mężczyzn” kobietonów. Zbyt często słychać jeszcze słowa Gel, że
… jak facet ma w domu wszystko czego mu potrzeba czytaj.: spokój, ciepło, porządek, zadbane dzieci, zadbana żonę, wyprasowane koszule, ugotowany obiad, to ma czas na bycie facetem. Nie leni sie, nie łazi na boki i nie chla, jest kreatywny bo aż mu sie żyć chce i pracować, zarabia normalne pieniądze, przynosi kwiaty i wogóle na rekach swoja żonę nosi. Wiec wszyscy w rodzinie są zadowoleni. A jak mu żona wciska babskie obowiązki to sie facet staje poprostu baba! A potem pretensje, ze jest niezaradny, niezdecydowany, mało męski. Puknijcie sie naprawdę zdrowo w łepetyny, chore wojujące feministki.
Nic dziwnego, że kobiety, które nie są pewne swoich poglądów, nie chcą się narażać na takie obelgi. Chociaż nie zgadzają się z większością podobnych argumentów, najbardziej boli je łatka –FEMINISTKA. Poniżej wypowiedź Krystyny. Myślę, że mogłaby być z niej fajna babeczka i miałabym o czym z nią rozmawiać, mimo różnicy wieku:
Całe życie uczciwie pracowałam, na równi z moim mężem (jesteśmy 37 lat po ślubie). Nie wyobrażam sobie, aby wszystkie domowe obowiązki miały należeć do mnie. A z jakiej to niby racji??? Czasy niewolnictwa dawno się skończyły…
Rozumiałybyśmy się świetnie, gdyby nie zdanie, którym zaczyna swoją wypowiedź:
Nie jestem i nigdy nie byłam feministką.
No właśnie… To ja przepraszam… Ja jestem feministką, choć myślę dokładnie tak samo, jak Krystyna.





