środa, 23 grudnia 2009

Gorączka (świątecznej) czwartkowej nocy

Ostatni dzień przed Wigilią - ostatni dzwonek na skompletowanie prezentów na jutro. Dla małych dziewczynek już było - Mała Pani Domu alias Mała Sprzątaczka. Dla dużych dziewczynek też było - pakiet dostępu do sejmu (50% gratis). A teraz czas na chłopców - małych i dużych. Jeśli komuś brakuje pomysłów na choinkowe szaleństwa zachęcam do lektury - historia bielizny osobistej czyli skąd faceci mają majtki. W grudniu na pewno przynosi je Święty Mikołaj w swoim wielkim worku! Więc trzeba się pospieszyć i wysłać listę życzeń priorytetem. Na jutro na pewno będą paczki :-)

Ten pan już chyba się nie może doczekać swojego prezentu... A więc Wesołych Świąt!


środa, 16 grudnia 2009

Parytety-parapety i kobiety-pistolety

Po co kobietom parytet? A czemu nie? Może zamiast krytykować od razu i jako argument przytaczać, że to obraża kobiety bo "przecież nie są tak głupie, żeby się nie dostać do sejmu bez odgórnych zaleceń"... warto sprawdzić, czy działa? Może lepiej dać kobietom szansę dostać się na listę wyborczą, spróbować przekonać społeczeństwo, że kobiety będą dobrymi politykami i trzeba na nie głosować? A potem, kiedy już te kilkadziesiąt procent (niekoniecznie 50) będzie w sejmie - popatrzmy, czy coś się zmienia.

Więc może lepiej się sprężyć i podpisać pod projektem, zamiast od razu go krytykować? Mamy czas do 22 grudnia. Potrzebujemy 100 tysięcy podpisów. Damy radę?

I jeszcze jedno - kiedy parytet nie będzie potrzebny? Kiedy kobiety w sejmie, czyli POSŁANKI przestaną być tylko PANIAMI w sejmie, podczas gdy ich koledzy są POSŁAMI, albo kiedy ci sami mężczyźni, czyli POSŁOWIE, zostaną PANAMI w sejmie. Pogląd radykalny i nieistotny? Jeśli większość nadal go nie rozumie, to znaczy, że polskie społeczeństwo może uratować tylko PARYTET :-P  

niedziela, 13 grudnia 2009

Świątecznie się zrobiło... (ale nie będzie anielsko)

Mróz trzaska, śnieżek sypie, choinki świecą na sklepowych wystawach. Święta idą, trzeba kupić prezenty dla całej rodziny. Ale co by tu wybrać dla małej dziewczynki? Głupie pytanie! Każdy wie, że dziewczynki bawią się w: dom, sklep, szpital, szkołę. Dzięki temu, oczywiście obserwując ukochane mamy i babcie, przygotowują się do swych podniosłych ról w społeczeństwie (i może zawodów, jeśli starczy siły i czasu) - opiekuńczych żon, matek, sklepowych, pielęgniarek i nauczycielek. A ty możesz zostać Świętym Mikołajem i spełnić ich marzenia. Lalka, żelazko, kuchenka, pralka wydająca dźwięki, plastykowe strzykawki? OK, nie kupuję zabawek dla małych dziewczynek, więc może myślę stereotypowo.

No i nie trafiłam :-) Producenci zabawek chcą mnie przekonać, że małe dziewczynki marzą o karierze... sprzątaczki! Tzn. przepraszam, konserwatorki (a co! feministycznie używam żeńskiej formy) powierzchni płaskich. Tzn. tak właściwie to chcą być PANIĄ DOMU - taką, co pachnie, ale niekoniecznie leży... Tadam!


Sprzedający to cudo na Allegro twierdzi, że



to zabawka "nowa i sprawdzona oraz idealnie nadaje się na prezent", ponieważ



a w skład zestawu wchodzą (pisownia oryginalna):
1. mop
2. szczotka na kiji
3. zmiotka
4. szufelka
5. wiaderko

Doprawdy! Nie można przepuścić takiej okazji! Twoja córka nauczy się jak być PANIĄ DOMU za jedyne 19.90 PLN (plus koszty przesyłki)!

Swoją drogą jaki "super zestaw" można kupić dla MAŁEGO PANA DOMU? Kapcie, pilot od telewizora i zgrzewka piwa w niebieskim pudełku? No co?! Jak już lecimy stereotypami, to na całego (całą?)... :-P 



środa, 9 grudnia 2009

Zapiski kobiety spełnionej

Podsumowanie nie jest dostępne. Kliknij tutaj, by wyświetlić tego posta.

poniedziałek, 7 grudnia 2009

Przychodzi baba do lekarza…

…ginekologa. Przynajmniej powinna. W ramach walki z przemocą wobec kobiet temat zdrowia - tematy pozornie niezwiązane, a jednak... Dawno już minął październik, miesiąc walki z rakiem piersi, miesiąc wielkiej kampanii społecznej na rzecz informowania i zachęcania Polek do odwiedzania gabinetów ginekologicznych. Nie zamierzam pisać o tragicznej sytuacji, w jakiej znajdują się kobiety w Polsce – brak dostępu do wykwalifikowanych lekarzy i nowoczesnego sprzętu; brak świadomości, że TRZEBA się badać, bo rak wcześnie wykryty, to rak prawdopodobnie wyleczony; brak nawyku u matek, żeby zabierały swoje córki ze sobą do ginekologa i przekonywały do pierwszej wizyty.

Październik się skończył, akcja ucichła, wszystko wraca do „normy”. A ja oglądałam jakiś czas temu program TVN „Rozmowy w toku” Ewy Drzyzgi. Tytuł odcinka: „Jak bronić się przed ginekologiem rzeźnikiem?” To mrożące krew w żyłach ostrzeżenie działa na wyobraźnię. Co tam się wyprawia w tych gabinetach? Piły łańcuchowe, krew, pacjentki przywiązanie skórzanymi paskami do fotela, wycinanie narządów bez znieczulenia, ból nie do zniesienia i przeraźliwy krzyk… Nie. To raczej opis jakiegoś horroru klasy D.

Program tak naprawdę dotyczył braku profesjonalizmu ze strony lekarzy, szacunku dla pacjentek i molestowania seksualnego. Młoda dziewczyna była poddawana bardzo bolesnym badaniom. Najpierw lekarz nie chciał wierzyć, że nadal jest dziewicą (bo miała „już” 23 lata i miała chłopaka…), potem żartem chciał ją przekonać, żeby rozpoczęła współżycie – bo jest „fajne”… A potem przystąpił do badania, które okazało się bardzo bolesne. I chociaż płakała z bólu, lekarz nie przestawał. Następny, do którego się udała, potrafił jednak zbadać ją tak, że nie musiała się wić z bólu. Przy okazji stwierdził też, że ten poprzedni pozbawił ją błony dziewiczej. Inna pani ginekolog także przeprowadzała badania w ten sposób, że krzyki biednej dziewczyny słyszały na korytarzu inne pacjentki, za co została nazwana przez panią doktor histeryczką. Zaskakujące, że nawet kobieta ginekolog poddaje w wątpliwość odczucia pacjentki. W końcu ona sama powinna wiedzieć, jak to jest. Więc się mści, czy tylko nie ma w niej współczucia?

Następnie wystąpiła dziewczyna, która zdążyła już odwiedzić kilkunastu lekarzy, głównie mężczyzn. Jeden dla rozładowana atmosfery klepnął ją w pośladek, kiedy szła na fotel. Po skończeniu badania narządów rodnych kazał jej pozostać na fotelu i rozebrać się od góry. Mimo jej protestów nie pozwolił jej zejść i „dokonał” badania – siedziała naga na fotelu ginekologicznym a on „macał” jej piersi. Zdarzył się też taki, który do badania nie włożył rękawiczek. I taki, który skomentował jej „fryzurkę” na dole. Podczas badania rzucił mimochodem, że „panie sobie golą a panowie zapuszczają”. Jak to się miało do tego, na czym akurat powinien był się skupiać w danym momencie?

Na koniec weszła do studia dosyć otyła dziewczyna, która dzięki swojemu pierwszemu lekarzowi nigdy więcej do ginekologa już nie poszła. Podczas badania w pokoju przebywała młoda stażystka, co nie było zbyt komfortowe dla tej dziewczyny. Jednak stażystka w gabinecie pozostała. Po skończonym badaniu lekarz robił zapiski i nie raczył nawet poinformować pacjentki o wyniku, a wręcz był zły, kiedy ona „ośmieliła się” mu przerwać. Na pytanie o antykoncepcję hormonalną usłyszała, że w jej wypadku to wykluczone, bo na takie sadło żadna pigułka nie zadziała. Dziewczyna nic nie odpowiedziała, za to postanowiła, że aby się nie narażać na podobne traktowanie, do żadnego ginekologa już nie pójdzie.

Słuchałam wypowiedzi tych pokrzywdzonych pacjentek i nie mogłam zrozumieć, dlaczego one sobie na to pozwalały. Nie czuły się komfortowo, ale albo nic nie mówiły, albo protestowały na tyle słabo, że dały się zmusić do rzeczy, na które nie miały ochoty. Jakoś to zniosły, ale nie złożyły żadnej skargi; nawet nie powiedziały tym lekarzom co o nich i ich „metodach pracy” myślą w danej chwili. Jedyne, co zrobiły, to po prostu do tych lekarzy już nie wróciły. Czy to jest kwestia wychowania? Dziewczynki mają być posłuszne i słuchać autorytetów? A w tym przypadku tym autorytetem jest  lekarz – najczęściej pan, który swoje stanowisko i mit ważności wykorzystuje.  Więc nawet jeśli wykracza poza swoje obowiązki i pozwala sobie na chamskie i seksistowskie zachowanie, dziewczyny nie są w stanie mu się sprzeciwić. Dlaczego one nie uznały za normalne po prostu się ubrać i wyjść w trakcie? Powiedzieć zdecydowanie, że czynności lekarza są bolesne i przerwać je, a nie cicho płakać i dać się nazywać histeryczkami? Dlaczego nie kwestionowały rozbierania się do naga do badania samych piersi a nie całego ciała, w dodatku na fotelu ginekologicznym?
  
Za to czytając komentarze pod opisem programu można dojść do wniosku, że te kobiety są same sobie winne. Mężczyzn cechuje ciekawość (a może i kompleksy?), dlaczego kobieta wybiera lekarza mężczyznę. I sami sobie odpowiadają – widocznie lubią, „jak im facet tam pogmera”… No tak… Nie od dziś wiadomo, że mężczyźni to ograniczeni jaskiniowcy, więc można się tylko uśmiechnąć z politowaniem na takie komentarze. Natomiast wpowiedzi kobiet są bardzo skrajne i, szczerze mówiąc, dla mnie szokujące.  Bo wypowiadają się same kobiety – o innych kobietach i przecież powinny rozumieć ich odczucia. Ale one nawet nie próbują. Zamiast tego ich reakcje przypominają ocenę gwałtu – potępienie jest dla tych, co „się o to proszą” a poparcie dla tych, którzy się dopuszczają uchybień. Metoda na zwalczanie rywalek?   

Jestem atrakcyjną 50 latką, w młodości byłam jeszcze bardziej atrakcyjną kobietą i nie spotkałam LEKARZA GINEKOLOGA wulgarnego, wręcz przeciwnie byli to lekarze którzy traktowali mnie jak pacjentkę i dziwię się tym kobietą w dodatku nie zbyt atrakcyjnym, żeby lekarz jakikolwiek tak je traktował.  Wstyd mi jako kobiecie, że można obrażać na każdym kroku lekarzy. Ja się nigdy nie spotkałam ze złym traktowaniem przez ginekologa czy innych specjalistów.
~Lilianna z Pruszcza

Takiej Lilianie po prostu nie przyjdzie do głowy, że jeżeli ona czegoś nie doświadczyła, to nie znaczy, że innym też się to nie zdarza. Ale niestety to częste zjawisko – przepraszanie (mężczyzn) „w imieniu” wszystkich kobiet za to, że któraś ośmiela się skrytykować, zanegować czy zbuntować przeciwko uznanym społecznie normom. W tym przypadku: podważanie autorytetu lekarza i wyśmiewanie poszkodowanych. Liliana wątpi w prawdziwość zdarzeń również dlatego, że kobiety (według niej) nieatrakcyjne nie mogłyby być molestowane. Czyli jeżeli były, to same musiały sprowokować, czyż nie? Przepraszamy pana doktora, to jakaś głupia gęś, sama nie wie co mówi, ale już my jej pokażemy, gdzie jej miejsce. My – kobiety porządne, miłe, ułożone. I będzie jak zawsze, niech się panowie nie martwią: lekarz – mądry pan, pacjentka – histeryczka. Dziewiętnasty wiek się kłania…

Skrytykować i obwinić pacjentki można też na sposób „mądrość ludowa” (pisownia oryginalna):

każdy chłop to chłop ,nie zależnie czy ginekolog ,czy spawacz  Ja się dziwię ,że chodzicie do chłopów i potem wynikają takie historie jak w tym programie,
ja chodzę do kobiety i bardzo sobie chwalę moją Panią dr
Do faceta nie pójdę , kobieta na pewno rozumie co znaczy ból miesiączkowy,porodowy,czy zaburzenia hormonalne w trakcie menopauzy,a facet?mam wrażenie,ze każdy na swój sposób patrzy na kobietę jak na KOBIETE ,a nie bezosobową postać -pacjenta.
Mam jeszcze pytanie po co Wy tak często latacie do tych ginekologów?
a np.żołądki,wątroby,jelita ,trzustki oraz płuca też tak często badacie w celu profilaktyki?
wszak te narządy również są zagrożone różnymi schorzeniami
Kiedyś pracowałam na oddziale z którego wyleciało 2 studentów,byli na stażu 5 roku na ginekologii,
wieczorem postanowili się zabawić i "pomacać sobie laski"
zawołali kilka dziewczyn do badania,
mieli pecha gdyż,sprawa się wydała i chłopcy zostali zawieszeni
Ja zdecydowanie wolę kobietę ginekologa
 ~cassidy , 09.10.2009 15:25

Czyli znowu same sobie winne – po co lezą do chłopa? Wiadomo, że chłop to nie lekarz tylko chłop. Jak wybierają chłopa, to niech się potem nie dziwią. I po drugie – po co tak często? W domyśle: pewnie to lubią, bo żadna normalna baba tak często się „tam” nie bada, bo nie ma powodu… Z tym aż trudno polemizować.  Nie dziwą statystki umieralności Polek na raka piersi, jajników, szyjki macicy kiedy się czyta takie komentarze. Nie dziwi miejsce Polski w skutecznym wykrywaniu i leczeniu tych chorób. Nie dziwi nic…

Na koniec osobista refleksja. Może ja jestem dziwna, ale mnie nigdy nie przyszło do głowy, że mój lekarz badając mnie palcami może mnie molestować. Mój lekarz zawsze zostaje w swojej części gabinetu kiedy ja się rozbieram i pyta, czy jestem gotowa; zawsze wkłada do badania rękawiczki; zawsze potem pomaga mi wstać z fotela i wychodzi, żebym mogła się bez skrępowania ubrać „na dole” i zdjąć górę do następnego badania. Dla mnie to normalne, że akurat TO badanie przebiega właśnie w ten sposób. Ale może dlatego, że to naprawdę zawsze JEST badanie, wykonane przez lekarza, który zawsze stawia mi diagnozę.

Wiadomo, że badania ginekologiczne nie należą do najprzyjemniejszych, ale na wszystko przychodzi czas. I mój lekarz to rozumie, bo nigdy mnie do niczego nie zmuszał. Byłam mu wdzięczna, że na początku nie używał innych narzędzi. Za to i tak miałam wykonany komplet badań – w momencie najbardziej dla mnie odpowiednim, kiedy nic nie bolało bardziej niż musiało (mówię tu o USG i cytologii, które wymagają użycia specjalistycznego sprzętu). Dzięki temu badam się regularnie i nie uciekam z krzykiem na dźwięk słowa „ginekolog”. Wiem, że jestem zdrowa i mogę być dumna z tego, że jestem odpowiedzialna i dbam o siebie. Państwo też powinno być ze mnie dumne – sama opłacam swojego lekarza i nie narażam państwa na kosztowne leczenie z powodu zaniedbania. Przez to może przeznaczyć te środki na „leczenie dzieci” – kolejny argument dla kobiet, żeby się regularnie badać i wykrywać choroby na tyle wcześnie, żeby ich leczenie nie kosztowało państwa zbyt wiele… Ale nie o tym dzisiaj było.

piątek, 27 listopada 2009

Siostrzana asertywność poszukiwana!

Temat walki z przemocą wobec kobiet jest nadal aktualny. W związku z niedawnym Międzynarodowym Dniem Przeciwko Przemocy Wobec Kobiet przypominam tekst mojej nowej znajomej "siostry" - Joanny Szurlej. Zamieszczony w Feminotece w lutym 2008 r. niestety nadal opisuje polską rzeczywistość. Joanna mówi o problemie z perspektywy dyrektorki Ośrodka Wsparcia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie, o tym że ulotki i akcje promocyjne, obojętność urzędników i policji nie pomaga kobietom, które pobite i poniżone decydują się uciekać z własnego domu. 

O tegorocznych wydarzeniach i kampaniach w ramach akcji Powiedz STOP Przemocy! Feminoteka informuje tutaj.



środa, 25 listopada 2009

Międzynarodowy Dzień Przeciwko Przemocy Wobec Kobiet

Moja nowa filozofia życiowa głosi, że nic nie dzieje się przez przypadek. Wszystko z czasem znajduje swoje wytłumaczenie i cel, wszystko jest ze sobą powiązane. Przez to życie staje się prostsze i ciekawsze. Już czekam na następne "ogniwa" mojego łańcucha :-)

Parę dni temu poznałam prezeskę Stowarzyszenia Kobiet Bieszczadzkich "Nasza Szansa". Chciałam napisać o niej i jej działalności jako dyrektorki w Specjalistycznym Ośrodku Wsparcia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie SOS w Lesku. Dzisiejszy "przypominacz" o trudnej sytuacji kobiet to świetna okazja na wprowadzenie do tematu.

Na początek kwiatek uznania dla Joanny Szurlej. Tak trzymać Siostro! Jesteś silna i wielka, chociaż wcale nie wyglądasz jak babochłop ;-)




(ciąg dalszy nastąpi...) 

piątek, 13 listopada 2009

Oburzenie z opóźnieniem

21 września pojawił się wpis na twitterze:


42-letnia Amerykanka napisała na twitterze "jak gdyby nigdy nic", że jest na spotkaniu zarządu i roni. I czuje ulgę, że uniknęła w ten sposób aborcji, na którą i tak musiałaby czekać 3 tygodnie. W necie zawrzało, więc kilka dni później autorka wpisu postanowiła wyjaśnić sprawę na swoim blogu.


W Polsce też zawrzało. Kilka dni temu. Aż dziwne, że dopiero teraz.


W komentarzach przeważają słowa potępienia i raczej nikt nie stara się zrozumieć podejścia Penelope Trunk. Nie mówi się też o jej odpowiedzi na blogu. A szkoda.


środa, 11 listopada 2009

Rozkosz - wynalazek diabelski i uniwersalny

Paula Izquierdo: Kobiety namiętne. Od Elżbiety I do Janis Joplin
(Świat Książki, Warszawa 2009)        
        

Wydawnictwo poszło w modnym ostatnio kierunku i daje czytelnikom do wyboru dwie okładki. Moja książka to pani w gorsecie. Co prawda nie miałam na to wpływu, bo to był prezent od K, ale chyba nawet bardziej mi się podoba. Hmm... czy to o czymś świadczy? Tzn o mnie i moich... jak by to ująć... upodobaniach... :-)

Ale wracając do meritum (teraz będzie mądrze) - książkę nadal można kupić, np. w empik.com. A dlaczego warto? Bo to temat ciekawy i nadal niewyczerpany - kobiety i ich seksualność. Czy kobieta może lubić seks? Czy kobieta, która lubi seks jest nimfomanką, seksoholiczką, "niekobiecą" kobietą? A jak to było kiedyś? Czy kobieta mogła lubić seks? Czy kobieta, która lubiła seks, była nimfomanką, seksoholiczką, "niekobiecą" kobietą? I najważniejsze pytanie: Jak TO robiła? (jeśli lubiła...) To chyba nadal temat kontrowersyjny, skoro powstają takie książki - opisujące kobiety, które nie chciały "zamykać oczu i myśleć o Anglii" (jak to mawiała klasyczka). One nie tylko czerpały radość i przyjemność z seksu, ale też aktywnie poszukiwały najlepszych kochanków. Takie trochę ówczesne "lejdis", ale nie chcemy tego przyznać. Dla nas, współczesnych, to nadal kobiety niepospolite, niezależne, czasem występne - niekoniecznie widziane w pozytywnym świetle, bo nie takie jak reszta. Nie: uległe, tradycyjne, rodzinne, opiekuńcze, bierne. Egoistyczne? W poszukiwaniu spełnienia?

One rozumiały, że "pogoń za rozkoszą to oś, wokół której toczy się historia ludzkości". Spójrzmy zatem przez dziurkę od klucza do sypialni - tak tradycyjnie. I jeszcze ukryjmy się w krzakach, za drzewem w ogrodzie, pod stołem... Wszędzie tam, gdzie kobiety "odpływały z rozkoszy" :-)

Książka to galeria "21 niepospolitych kobiet, a wśród nich: królowa Anglii Elżbieta I, caryca Katarzyna Wielka, George Sand, Mata Hari, Isadora Duncan, Virginia Woolf, Anais Nin, Josephine Baker, Edith Piaf i Janis Joplin, które żyły dzięki - i dla - rozkoszy. Wszystkie miały bardzo wyrazistą osobowość - potrafiły przeciwstawić się zwyczajom i konwenansom panującym w ich epoce. Książka ta prezentuje obyczaje i nawyki kobiet żyjących w różnych epokach, poszukujących własnego miejsca w świecie, prowadzących barwne, pełne wyzwań życie, które pragnęły i umiały być sobą."

I tylko jeszcze o małej-wielkiej nieścisłości, którą znalazłam. I z którą się nie zgadzam. Autorka twierdzi, że młodziutka, niespełna dwudziestoletnia Anais Nin wyszła za Hugh Guilera bez miłości. Czekając dwa lata na skonsumowanie małżeństwa, cierpliwy mąż liczył na to, że "dziewczyna da wyraz swoim prawdziwym uczuciom". To prawda, że Anais odczuwała lęk przed rozpoczęciem współżycia (związany z jej wychowaniem, nadwrażliwością, brakiem przygotowania do dorosłego życia). Ale ich problemy małżeńskie miały swe źródło również w psychice Hugh. On nie naciskał na Anais, ale sam też się tego obawiał i nie był pewny swoich odczuć (wpłynął na to też pewien "prawie-homoseksualny" incydent z wczesnej młodości, kiedy to został przyłapany przez matkę ze swoim kuzynem i surowo za to ukarany). A co do małżeństwa bez miłośći - Anais faktycznie rozważała taką mozliwość. Zastanawiała się nad poślubieniem bogatego Kubańczyka, który byłby w stanie utrzymać także jej matkę i młodszych braci. Ale ostatecznie zwyciężyła wielka, młodzieńcza miłość do Hugh, która - pomimo niekonwencjonalnej natury ich związku - trwała do końca. I przy okazji polecam lekturę Dziennika Anais Nin, także pierwszych tomów - od wczesnej młodości.

niedziela, 8 listopada 2009

"Podziemne państwo kobiet" - problem, którego nie ma?

Temat kontrowersyjny ale wymagający dyskusji. Niedługo w polskich kinach pojawi się film "Podziemne państwo kobiet" autorstwa Anny Zdrojewskiej i Claudii Snochowskiej-Gonzalez. Założycielki Grupy Filmowej „Entuzjastki” zmierzyły się z problemem nielegalnej aborcji w Polsce.

piątek, 6 listopada 2009

Freud i kobiety

Linde Salber: Nieznany ląd. Freud i kobiety

(Wydawnictwo Nisza, Warszawa 2008)
Bardzo dobry tytuł, oddający ducha epoki w której żył, tworzył i badał pan Zygmunt :-)
Skończyłam właśnie biografię Freuda autorstwa Linde Salber. Moja znajomość pani Salber zaczęła się lekturą biografii Anais Nin jej autorstwa - Tysiąc i jedna kobieta. Anais Nin i jej życie. Lubię ten styl pisania i przedstawiania bohaterów w bardzo prosty sposób. Postaci, które opisuje, okazują się zwykłymi ludźmi, mającymi problemy lub odnoszącymi sukces. Czasami da się wyczuć przemyconą ironię, ale całość stanowi bezstronne przedstawienie idoli lub potępionych.
Freud nie znał się na kobietach. Były dla niego "nieznanym lądem". Ten przenikliwy badacz ludzkiej psychiki stworzył mocno kontrowersyjny obraz kobiecości i jest za to odsądzany od czci i wiary. Jaki był wobec kobiet, które towarzyszyły mu w życiu i miały swój udział w powstawaniu psychoanalizy? Jakie były te kobiety? Linde Salber pokazuje, że mądre, odważne, niekonwencjonalne. Wielki Freud dużo im zawdzięczał i coraz bardziej doceniał.
Po przeczytaniu tej zachęcającej zajawki nie mogłam się powstrzymać od kupienia :-) I rzeczywiście, Freud mnie zaskoczył. To, jak żył i co myślał na temat kobiet zmieniało się wraz z dorastaniem córki, pojawianiem się nowych pacjentek i współpracownic w jego gabinecie. Pan Zygmunt z czasem zaczął chyba rozumieć, że kobieta nie jest tylko wybrakowaną wersją mężczyzny.
Czytając jego biografię skupiałam się raczej na nich. Te kobiety, chociaż wierzyły w jego "cudowne dziecko" - założenia psychoanalizy - swoim życiem nierzadko je obalały. Udowadniały, że wcale nie są gorsze od swego mistrza. Chociaż może to właśnie owa mityczna "zazdrość o penisa" determinowała ich postępowanie :-)
Biografia Freuda to galeria silnych, inteligentnych, utalentowanych postaci kobiecych: Martha Bernays - żona, Minna Bernays - szwagierka, powiernica i towarzyszka podróży, Anna - córka, asystentka i wspólniczka, Bertha Pappenheim - inspirująca histeryczka,Sabina Spielrein - lekarka psychiatrii, Lou Andreas-Salome - filozoficzna psychoanalityczka, Dorothy Tiffany Burlingham - wspólniczka Freudów, Helena Deutsch - uczona psycholożka od kobiet, H.D - psychoanalityczna imagistka, Maria Bonaparte - szlachetna pisarka (i sponsorka). A określenia, których użyłam i tak nie oddają w pełni ich działalności...


wtorek, 3 listopada 2009

Kulturowe stereotypy – feministka w oczach „normalnych” mężczyzn i kobiet

Traktor czy kopalnia? Gdzie jest miejsce współczesnej kobiety? Hasło Kobiety na traktory” kiedyś propagowało udzi kobiet w życiu gospodarczym (jakkolwiek przesiąknięte socjalizmem by nie było działo!). Kobiety do kopalni” wyraża dzisiaj pogardę dla dąż kobiet do uczestniczenia w życiu społecznym i ekonomicznym. Na racjonalne argumenty, że kobiety wykształcone tak samo jak mężczyźni (albo lepiej) zajmujące te same stanowiska, zarabiają mniej i mają problem z dostaniem pracy lub awansem, lub po prostu są dyskryminowane w niektórych dziedzinach, jest jeden kontrargument niech idą do kopalni, kopania rowów, do armii i wtedy zobaczymy kto jest silniejszy.

Problem w tym, żewalka płci” nigdy nie polegała na udowadnianiu sobie nawzajem siły. Tak naprawdę to walka ze stereotypami. Chociaż często przypomina walkę z wiatrakami. Zastanawiające jest, że do tak zwanych normalnych” kobiet i mężczyzn (czytaj: nie-feministek i przeciwników feminizmu)owo „stereotyp”, tym bardziej „kulturowy”, nie istnieje. Nie przekonuje tłumaczenie, że to nie natura tak stworzyła obie płcie i rozdzieliła władzę, a włnie kultura, w której żyjemy. Patriarchat to wymysł społeczeństwa, a nie naturalny podziałl. Uformowanie konceptu męskości i kobiecości wtłoczyło obie płcie w stereotypy: „ski” mężczyzna jest silny i władczy, a „kobieca” kobieta uległa i poddańcza. Tym, którzy się z tym podziałem nie zgadzają, zarzuca się bunt przeciw naturze.

Za ilustrację niech posłużą wypowiedzi na forum pod artykułem napisanym przez przemęczoną pracująodą matkę, na któ spadła i opieka nad dzieckiem i prowadzenie domu, a mąż nie robi praktycznie nic: http://wiadomosci.onet.pl/waszymzdaniem/32514,98,artykul.html. Trudno stwierdzić, kto napisał i pozostałe wypowiedzi. Niektóre forumowiczki przewidują, że pod nikiem Gel kryje się mężczyzna udający kobietę, ale tak naprawdę to obie płcie mają w Polsce podobne poglądy (pisownia oryginalna, dodałam polskie znaki):

Kobiety cały czas próbują udowadniać, że są takie same jak mężczyźni. A na pierwszy rzut oka widać, ze to nieprawda! Kobieta spełnia określone funkcje przy opiece nad dzieckiem i mężczyzną. Każdy swoją, każdy inną. Każdy równie niezbędną. Nie próbujmy udowadniać, że mężczyzna też może być dobrą matką, bo to chore. Jeśli ktoś nie rozumie, jak autorka postu, ze dziecko to koniec beztroski a początek bardzo poważnych obowiązków, znaczy, ze nie doró i nie powinien decydować się jeszcze na dziecko. Widać jasno i wyraźnie, że dziewczyna sobie nie radzi a o wychowaniu dzieci nie ma zielonego pojęcia.

Dlaczego tak trudno jest zrozumieć, że feministki dostrzegły, że to wychowanie a nie natura jest przyczyną nierównego traktowania obu płci? I że przede wszystkim dostrzegły to nierówne traktowanie i nie chcą się na nie zgodzić. Feministki nie buntują się przeciw naturze. One buntują się przeciw dyskryminacji kobiet ze względu na pł. Buntują się, że przywileje związane z władzą zarezerwowano dla mężczyzn, a kobiety zredukowano do roli matki, kucharki, sprzątaczki i seksualnej niewolnicy. To pogląd bardzo skrajny, ale nierzadko trafny. Błędem jest natomiast twierdzenie, że feministki nienawidzą kobiet i doszukują się w każdym związku dominacji „pana i władcy” nad zniewoloną i wykorzystywanąużą. Feministki zaczęły zadawać pytania: dlaczego prace domowe mają być zarezerwowane tylko dla kobiet, dlaczego mężczyzna nie może (albo nie chce) pozmywać po obiedzie, który ugotowała kobieta, dlaczego mężczyzna ma tylko „pomagać” w obowiązkach nad dzieckiem a nie dzielić je ze swoją żoną, dlaczego kobieta polityk nie jest „kobieca”… Liczba tych pytań zwiększała się wraz z rozwojem cywilizacyjnym i zmianą obyczajów. Niektóre społeczeństwa dorosły i do tych pytań i do odpowiedzi na nie, a co za tym idzie do zmian; inne, jak np. polskie nie.

Wspomniana/wspomniany Gel pisze:

Mentalnie to ja chcę pozostać kobietą. I chcę żeby mężczyźni zostali mężczyznami. To ty chyba nie rozumiesz o czym mówisz. Bo to o czym mówisz juz widziałam [system partnerski]. Panuje taki system w Szwecji i Norwegii. I muszę ci powiedzieć, ze to jakaś masakra poprostu. Kobiety kierowcy autobusów, operatorki koparek, elektrycy, dekarze, blacharze, tachają ciężary... A faceci??? W piaskownicy na spacerku z trójeczką dzieciaczków... Chore!!!!!!!!!!!! Nawet głosiki na bardziej piskliwe zaczęły się panom zmieniać... U mnie panuje i panowaćdzie tradycyjny model rodziny. Możesz to nazwać czym chcesz, nawet średniowieczem, ale jak świat światem człowiek nic lepszego nie wymyślił.

Wiele Polek i Polaków nadal nie rozumie, że przecież nikt nie kwestionuje różnic w budowie ciała, wytrzymałci czy siły. Nikt nie każe mężczyznom rodzic dzieci i karmić piersią. Nikt nie odbiera im łopaty z ręki i wciska na siłę filigranowej kobiecie w imięwnouprawnienia.Wojujące feministki nie chcą szkodzić kobietom i odzierać je z ich kobiecości, a mężczyzn z męskości. One po prostu chcą przedefiniować oba koncepty. Chcą dać kobietom prawo wyboru. Chcą obalić mit „tradycyjnego” modelu rodziny, „tradycyjnego” podziału ról, „tradycyjnego” wychowania . Natomiast jeli w XXI wieku rzecznik praw obywatelskich twierdzi, że feministki nie lubią kobiet i im szkodzą, bo same są sfrustrowane i nie potrafią się odnaleźć w „przypisanych” im rolach, to znak, że polskie społeczeństwo czeka jeszcze długa droga do równouprawnienia.

Czytając fora dyskusyjne czy słuchając wypowiedzi kobiet w różnym wieku, dochodzę do smutnych wniosków. Bycie feministką nie jest powodem do dumy. Jest niebezpieczne. Za wszelką cenę trzeba się odciąć od tych „durnych”, „sfrustrowanych”, „niegolących nóg”, „kastrujących mężczyzn” kobietonów. Zbyt często słychać jeszczeowa Gel, że

… jak facet ma w domu wszystko czego mu potrzeba czytaj.: spokój, ciepło, porządek, zadbane dzieci, zadbana żonę, wyprasowane koszule, ugotowany obiad, to ma czas na bycie facetem. Nie leni sie, nie łazi na boki i nie chla, jest kreatywny bo aż mu sie żyć chce i pracować, zarabia normalne pieniądze, przynosi kwiaty i wogóle na rekach swoja żonę nosi. Wiec wszyscy w rodzinie są zadowoleni. A jak mu żona wciska babskie obowiązki to sie facet staje poprostu baba! A potem pretensje, ze jest niezaradny, niezdecydowany, mało męski. Puknijcie sie naprawdę zdrowo w łepetyny, chore wojujące feministki.

Nic dziwnego, że kobiety, które nie są pewne swoich pogląw, nie chcą się narażać na takie obelgi. Chociaż nie zgadzają się z większością podobnych argumentów, najbardziej boli je łatka FEMINISTKA. Poniżej wypowiedź Krystyny. Myślę, że mogłaby być z niej fajna babeczka i miałabym o czym z nią rozmawiać, mimo różnicy wieku:

Całe życie uczciwie pracowałam, na równi z moim mężem (jesteśmy 37 lat po ślubie). Nie wyobrażam sobie, aby wszystkie domowe obowiązki miały należ do mnie. A z jakiej to niby racji??? Czasy niewolnictwa dawno się skończyły…

Rozumiałybyśmy się świetnie, gdyby nie zdanie, którym zaczyna swoją wypowiedź:

Nie jestem i nigdy nie byłam feministką.

No włnie… To ja przepraszam… Ja jestem feministką, choć myś dokładnie tak samo, jak Krystyna.